piątek, 27 kwietnia 2012

Koniec

Przepraszam, ale nie mam kompletnie weny na tego bloga. Po raz setny zabieram się za pisanie rozdziału i nie potrafię skleić dobrze jednego zdania. Aby jednak nie zostawiać bloga bez zakończenia napiszę taki jeden rozdział wyjaśniający wszystko ci miałam w planach. 

_____________________________________________________________________ 

Po tej imprezie zacząłem spędzać dużo czasu z Olivią, Carmen i chłopakami. Naprawdę się zaprzyjaźniliśmy i byliśmy nierozłączni.  Ponieważ Louis z Harrym wprowadzili się do domku na przeciwko nas, postanowiłem zaproponować Niallowi i Liamowi zamieszkanie ze mną. Od tamtego czasu, widywaliśmy się wszyscy 24 godziny na dobę. 
Pewnego dnia Niall wbiegł do mojego pokoju z gitarą i kazał mi słuchać to co zagra. Jak się okazało napisał genialną piosenkę. Pomogłem mu stworzyć do niej podkład i stwierdziliśmy, że jest ekstra. Kiedy pokazaliśmy to reszcie, ci również pochwalili dzieło blondyna, a Harry wpadł na pomysł stworzenia zespołu. Dziewczyny niestety nie ciągnęły do śpiewani, więc stworzyliśmy boysband. Nazwaliśmy się One Direction. Tę nazwę wymyślił Harry, bo stwierdził że mamy jedno marzenie, dążymy jedną drogą i w jednym kierunku. Wszystkim odpowiadało to, więc tak już zostało. Występowaliśmy głównie w szkole świetnie się przy tym bawiąc. 
Potem miałem niespodziankę, aczkolwiek pod mój adres trafiła Amy, przyjaciółka z odwyku. Byłem bardzo zdziwiony jej wizytą. Jak się okazało znalazła kartkę z moim adresem, którą wręczyłem jej przed moim wyjazdem. Kiedy tam dotarła, moja mama podała jej mój nowy adres. To kochane, że przyjechała za mną, aż do Londynu. Spotykaliśmy się codziennie, ale przy niej wracały mi wspomnienia. Bałem się, że ona wygada się przed moimi przyjaciółmi o tym kim jestem w Bradford, więc postanowiłem przedstawić jej całą sytuację. Obiecała, że nikt się nie dowie. Kiedy z nią byłem, czułem jak oddalam się od przyjaciół, czułem , że Amy mimo odwyku nie zmieniła się. Ciągle przyłapywałem ją na wciąganiu koki, a ona do tego chciała abym robił to z nią. Nie mogłem się z nią więcej spotykać, bo wiem, że sprowadziłaby mnie z powrotem na dno. Powiedziałem jej prawdę. Powiedziałem jej , że musimy zerwać kontakt, że musi wyjechać ode mnie. Zdenerwowała się, że po tym wszystkim co razem przeszliśmy, odrzucam ją. W sumie miała rację. Znalazłem nowe towarzystwo, a ją wyrzuciłem na bruk. Ale tak musiało być. 
Któregoś dnia kiedy przyszedłem do domu, w salonie siedzieli wszyscy moi przyjaciele. Nie zdziwiłbym się, bo to była codzienność, gdyby nie ich złowrogie miny. 
- Coś się stało ? - spytałem, a oni zaśmieli się kpiarsko. 
- Coś się stało ? Powiem ci co się stało pieprzony oszuście ! - zdenerwowała się Carmen. Na początku nie wiedziałem o co im chodzi, ale powoli zaczynałem się domyślać.
- Kim ty kurwa jesteś ? - spytał Harry rzucając mi na stolik stos gazet. Brałem do ręki każdą po kolei. W każdej był artykuł o mnie. O Zaynie Maliku, który zamordował dziewczynę. 
- Ja.. ja.. - zatkało mnie. Nie sądziłem, że oni się o tym dowiedzą. I to jeszcze po takim czasie.
- Co ty ?Jesteś mordercą ! Mam się cieszyć, że jeszcze żyję czy jak ? - krzyknęła z wyrzutem Olivia.
- Nie jestem mordercą ! Nie zabiłem tej dziewczyny ! 
- Wypierdalaj stąd inaczej wszyscy się dowiedzą. - warknął Harry. 
Potem nasze kontakty się urwały. Wróciłem na jakiś czas do Bradford, aby wszystko sobie poukładać w głowie. Kiedy jednej nocy siedziałem na parapecie , dostałem smsa od Amy o treści " Wystawiłeś mnie do wiatru, więc zostaniesz sam tak jak ja. Nie sądziłeś chyba, że po tym wszystkim tego nie wyjawię..phi . Szczęścia ; * - Amy. " . No tak, to ona, zemściła się. Nie miałem po co wracać do Londynu. 
Wszystko zmieniło się, gdy sprawca całego zdarzenia sprzed dwóch lat, został znaleziony. Jak się domyślałem, był to Josh. Zostałem uniewinniony, a i media wyjaśniły całą sprawę. Ucieszyłem się, że wreszcie prawda wyszła na jaw. Ludzie zaczęli inaczej na mnie patrzeć. Odzyskałem ich zaufanie. Brakowało mi tylko przyjaciół z Londynu. 
Pewnego dnia ktoś zapukał do moich drzwi.Kiedy je otworzyłem byłem w szoku. Stanęła przede mną Olivia. Przeprosiła mnie za to, że mi nie uwierzyli i od razu osądzili. Rozumiałem ją, bo te wszystkie gazety wskazywały, że to ja jestem sprawcą. Wyjaśniłem jej dlaczego to wszystko ukrywałem, a ona wybaczyła mi. Wróciłem z nią do Londynu, a tam przywitali mnie chłopaki i Carmen. Urządziliśmy wspólnie ognisko, a tam zdarzyło się coś niesamowitego. Zabrałem Olivię na spacer, a ta wyznała mi, że mnie kocha. Ucieszył mnie ten fakt, bo ja również czułem coś do niej. Zostaliśmy parą, szczęśliwą parą. A One Direction ? Pewnego razu wybraliśmy się na casting do X Factor. O dziwo dostaliśmy się i przeszliśmy aż do finału. Trzecie miejsce ucieszyło nas niesamowicie, a do tego Simon Cowell podpisał z nami kontrakt. 
Dzisiaj ? Nasz zespół cieszył się niesamowitą popularnością, mieliśmy masę fanów. Wydaliśmy pierwszy album i mieliśmy trasę po USA. Ostatnio byliśmy w Australii , a teraz odpoczywamy w rodzinnych domach. Ja razem z moją dziewczyną Olivią . < 3 


the end.

niedziela, 15 kwietnia 2012

2. Londyn

Jechałem właśnie samochodem kierując się do centrum Londynu. Chociaż nie bywałem tu zbyt często, miałem ogromny sentyment do tego miejsca.
Wczoraj spędziłem wspaniały dzień z moją rodziną uświadamiając  sobie jak bardzo za nimi tęskniłem przez ten rok i jak bardzo będę tęsknił po wyjeździe.Wykorzystując to, że gościliśmy wczoraj moją ciocię, która dawniej mieszkała w stolicy, odkupiłem od niej jej stary dom. Może nie był za wielki i luksusowy, ale na początek był w sam raz. Udałem się pod adres, który podała mi ciocia i wreszcie zaparkowałem samochód przed garażem. Zanim wszedłem do środka, rozejrzałem się po okolicy, stwierdzając, że jest to spokojna i zadbana dzielnica. Dom, po mimo, że opuszczony był przez całe dwa lata, wyglądał naprawdę niesamowicie. Wystarczy posprzątać i odświeżyć wszystkie zakątki i będzie idealnie. Od razu zabrałem się do pracy, żeby nie tracić czasu. Już wieczorem mogłem wnosić swoje rzeczy..   Zakończyłem ten przełomowy dzień w moim życiu gorącym prysznicem, który znacznie mnie odprężył. Położyłem się do łóżka i przeszywając wzrokiem pokój myślałem nad tym jak go urządzić. Po jakimś czasie usnąłem..
     Otworzyłem leniwie oczy, lecz po chwili znów zacisnąłem powieki porażony przez wpadające przez okno promienie słońca. Nie byłem do tego przyzwyczajony, iż w moim pokoju w Bradford zawsze panował półmrok utworzony przez ciemne ściany i zasłony. Dzisiaj muszę zacząć remontować mieszkanie, bo gdy zacznie się szkoła nie będę miał na to czasu. Zrzuciłem na bok kołdrę i usiadłem na łóżku stawiając nogi na zimnych panelach. Przeciągnąłem się ziewając przy tym i stanąłem przed zabytkowym lustrem w mosiężnej oprawie. Stwierdziłem, że będę musiał zadzwonić do cioci i spytać co zrobić z tymi wszystkimi starociami, bo mnie ten styl się nie podoba i zamierzam zlikwidować je z domu. Po zaliczeniu porannej toalety przebrałem się w ciemne rurki i białą koszulkę z motywem paczki papierosów. Włożyłem do kieszeni portfel i zszedłem na dół, do przedpokoju. Wciągnąłem czerwone Nike i wyszedłem na zewnątrz.
Usiadłem za kierownicą mojego Range Rover'a i ruszyłem do miasta.     
     Odnalezienie odpowiedniego sklepu zajęło mi trochę czasu, więc po zakupieniu wszystkich potrzebnych rzeczy szybko wróciłem do domu. Wyjąłem z bagażnika duży karton z zakupami i ostrożnie niosłem go do domu. Nagle poczułem jak o coś uderzam i po chwili znalazłem się na ziemi razem z kartonem. 
- Auć. - usłyszałem dziewczęcy głos, a gdy podniosłem głowę do góry spostrzegłem brunetkę trzymającą się za rękę. 
- Przepraszam, nie widziałem cię zza tego kartonu. Nic ci nie jest ? 
- Spoko, to ja powinnam uważać, a nie gapić się w telefon. Chyba nic, tylko ręka mnie boli, bo na nią upadłam. 
- Naprawdę mi przykro. - podniosłem się i wyciągnąłem w jej stronę rękę chcąc pomóc jej wstać. 
- Dzięki. - powiedziała chwytając moją dłoń. - Mieszkasz tutaj ? - spytała patrząc na mój dom. 
- Tak, wprowadziłem się wczoraj. 
- Oo. Od dwóch lat nikt tu nie zamieszkiwał.
- To dom mojej cioci, wyprowadziła się stąd i od tego czasu nawet nie myślała o sprzedaży domu. Dopiero teraz mi go sprzedała.
- Mhm. Tak w ogóle jestem Olivia. Mieszkam obok. 
- Zayn. Miło cię poznać. 
- Mnie również. Dobrze mieć w końcu młodego sąsiada, wszyscy, którzy tu mieszkają to osoby w już podeszłym wieku. 
- Ja będę uciekał. Mam trochę spraw do załatwienia. 
- Tak ja też. Urządzam dzisiaj imprezę. A właśnie. Może masz ochotę wpaść ? Poznałbyś ludzi no i wiesz.. 
- Dzięki, ale nie wiem czy się wyrobię. Chciałbym skończyć dzisiaj malowanie. 
- Malować możesz jutro, a impreza wiecznie trwać nie będzie. - zaśmiała się.
- No okej, skoro nalegasz.
- Wpadnij o 20. - uśmiechnęła się i pożegnała. 
Sam nie wiem co myśleć o tej imprezie. To dobry początek i możliwość poznania miejscowych ludzi, ale też ryzyko. Mam już za sobą swoje przygody i nie chciałbym znów ich przeżywać. Mimo coraz większych wątpliwości postanowiłem, że pójdę.
     Dochodziła już godzina 20. Podszedłem do walizki z ubraniami i wyszukałem jakiś ciuchów. Założyłem na siebie czarne rurki, białą koszulkę, a na to czerwoną koszulę w kratę. Postawiłem swoje nieco oklapnięte już włosy na lakier i ostatecznie przyjrzałem się sobie w lustrze. Stwierdziłem, że wyglądam dobrze i spojrzałem na zegarek. Jestem już spóźniony, ale to chyba dobrze. Nie lubię przychodzić na imprezy dokładnie na czas. Wciągnąłem czarne Nike i wyszedłem z domu.  
      Z domu mojej sąsiadki dochodziła już głośna muzyka. Zadzwoniłem na dzwonek, ale cudem byłoby gdyby ktoś go usłyszał, dlatego po prostu wszedłem do środka. Dom wypełniony był po brzegi ludźmi, aż ciężko było się przeciskać. Szukałem Olivii, ale nigdzie jej nie było. Udałem się do pomieszczenia wyglądającego na kuchnie, a tam na szczęście ujrzałem znajomą. 
- Jesteś jednak ! - krzyknęła, po czym podbiegła mnie ścisnąć.
- Jak ty to ogarniasz ? - spytałem z podziwem patrząc na tłum ludzi. 
- Daję radę. Nie jestem sama, mieszkam z przyjaciółką. O właśnie. Carmen ! Chodź tu ! - machała ręką do jakiejś dziewczyny. 
- To nasz nowy sąsiad. Mówiłam ci dziś o nim. Zayn, poznaj Carmen. Carmen to jest właśnie Zayn. - przedstawiła nas sobie, a my uścisnęłyśmy sobie ręce. Widziałem jak blondynka mierzy mnie wzrokiem, a potem znacząco uśmiecha się do przyjaciółki, co trochę mnie krępowało. Przyzwyczaiłem się, że na ogół podobam się dziewczynom, ale teraz trochę mnie to speszyło. 
- Chodźmy się zabawić. - powiedziała Oli i wręczyła mi do ręki drinka. Udałem się za nią do salonu, gdzie było trochę mniej ludzi. Piłem coraz więcej, a atmosfera stawała się coraz bardziej luźniejsza. Poznałem już trochę osób, a dziewczyny wciąż porywały mnie do tańca. Z początku bałem się, że ktoś może mnie rozpoznać, bo przecież nie byłem sławny tylko w Bradford. Wyluzowałem się kiedy jednak nikt nie zwracał na mnie zbyt dużej uwagi. 
- Chodź, poznasz moich przyjaciół. - pociągnęła mnie nagle Olivia w stronę kanapy. Siedziało tam czterech chłopaków, którzy jak dla mnie wyróżniali się z tłumu swoim wyglądem. Każdy z nich miał w sobie coś charakterystycznego , co przyciągało oko. Jeden z nich miał na głowie burzę brązowych loków, a gdy się śmiał widać było mu dołeczki, na które na pewno leciały dziewczyny. Do tego magnetycznie zielone oczy.. Chłopak obok niego, który ciągle szeptał mu coś na ucho, sprawiając, że tamten ciągle wybuchał śmiechem miał ciemne blond włosy z grzywką na bok. Wyróżniał się tu ubiorem, bo jako jedyny miał na sobie czerwone spodnie z podwiniętymi nogawkami, bluzkę w paski i do tego szelki. Musiał kochać modę. Kolejny to blondyn z roztrzepanymi włosami i hipnotyzującymi niebieskimi oczami. Na moje oko nie był Brytyjczykiem. Ciągle wpychając sobie do buzi chipsy, rozmawiał z ciemnym blondynem, który również miał grzywkę na bok, jednak trochę zakręconą przy końcach. Jako jedyny z wszystkich wydawał być się trzeźwy. 
- Chłopaki ! Poznajcie Zayna ! Zayn poznaj Harrego, Louisa, Niall i Liama. - wskazała palcem na każdego po kolei. Podałem rękę każdemu z nich i przysiadłem się obok. Widocznie zaciekawili się moją osobą, bo zadawali mi rutynowe pytania. Dzięki nim jednak dobrze się poznaliśmy. Tak jakby, bo w sumie to byli tak pijani, że co drugie słowo zaczynali się śmiać. Tylko Liam, tak jak przypuszczałem, nic nie pił, a to dlatego, że miał jedną nerkę. Chłopaki byli naprawdę w porządku. Później przysiadła się do nas także Olivia i Carmen. Dowiedziałem się, że blondynka i blondyn są parą. Nawet pasowali do siebie, nie tylko pod względem wyglądu, ale i charakteru. 
- Ja będę się zwijał już. - powiedziałem na ucho do brunetki siedzącej obok mnie. Było już późno w nocy, a na domówce zostaliśmy tylko my i czwórka poznanych dzisiaj chłopaków. 
- Już ? - spytała jakby zawiedziona.
- Jest późno, ludzie już wybyli.
- Tym się przejmujesz ? Zostań z nami, chłopaki zostają na noc, ty też możesz.
- Mieszkam przecież obok. - zaśmiałem się.
- Zostań.. - powiedziała cicho, po czym zamilkła. Chciałem się podnieść ale dziewczyna była we mnie wtulona. Spojrzałem na jej twarz i zobaczyłem, że już śpi. Reszta też już odchodziła do pokoi ledwo trzymając się na nogach. Nie mogłem już nic poradzić, a pijanej dziewczyny wolałem nie budzić. Oparłem się głową o oparcie sofy i zasnąłem..



   _____________________________________________

kolejny już za tydzień.
prawdopodobnie, aczkolwiek 
w przyszłym tygodniu mam egzaminy
i nie wiem czy dam radę napisać, więc przepraszam 
gdyby rozdział miał się opóźnić.

zostawiajcie opinie : )

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

1. Wróciłeś !



     Przemierzając wolnym krokiem znaną mi dobrze drogę do domu, myślałem o swojej przyszłości. Moje życie stało teraz pod wielkim znakiem zapytania. Nie tak łatwo jest przecież zaczynać od nowa.
Zastanawiałem się też czy plotki o mnie ucichły. Na razie jednak wolałem zostać w ukryciu osłaniając się czarnymi Ray Banami i kapturem bluzy. 
     Po pewnym czasie stanąłem przed moim domem. Zdjąłem z głowy kaptur i przeczesałem włosy stawiając je do pionu. Przechodząc przez próg mieszkania odetchnąłem z ulgą. Z przedpokoju rozejrzałem się po kuchni i nikogo tam nie zastałem. Po cichu wszedłem do salonu, a tam siedziała cała moja rodzina. 
- Wróciłeś ! - krzyknęła nagle Waliyah i podbiegła do mnie rzucając mi się na szyję. Przycisnąłem ją do siebie mocno całując ją we włosy. Po kolei przywitałem się z resztą i wreszcie usiadłem na swojej wygodnej kanapie. 
- Jak tam jest Zayn ? Poznałeś kogoś fajnego ? Wracasz tam jeszcze ? - zadawała pytania Safaa bardzo rozpromieniona moim powrotem.
- Skarbie nie męcz brata. Na pewno nie chce o tym rozmawiać. - krzyknęła z kuchni mama. Pewnie jak zwykle coś gotowała, bo do moich nozdrzy dochodziły przyjemne zapachy. 
- Gdzie Doniyah ? - spytałem, gdy zorientowałem się, że nie ma mojej najstarszej siostry. 
- W pokoju u siebie. - powiedziała Safaa.
- Dzięki. - posłałem jej szeroki uśmiech i poczochrałem jej włosy wstając z kanapy. Poszedłem schodami na górę i zapukałem do drzwi pokoju siostry. Uchyliłem je lekko i zobaczyłem ją siedzącą przy oknie. Wszedłem do środka i usiadłem na jej łóżku.
- Hej. - powiedziałem cicho.
- Hej. Możesz już stąd wyjść ? - spytała sucho.
- O co ci chodzi ? 
- O co mi chodzi ? O to, że kiedy ty w najlepsze się zabawiałeś rodzice odchodzili od zmysłów. Kiedy chcieli dla ciebie dobrze ty ich wyzwałeś, a teraz przyjeżdżasz sobie i jak gdyby nigdy nic robisz z siebie wspaniałego synka. - wykrzyczała i wyszła pozostawiając mnie w osłupieniu. 
- Ja się zabawiałem ? Czy ty w ogóle wiesz co przeżywałem ? Zostałem niesłusznie oskarżony o morderstwo, moje życie legło w gruzach a ja sam nie raz chciałem ze sobą skończyć. I ty mi mówisz, że ja się zabawiałem ? Kto jak kto ale ty powinnaś to rozumieć ! - wybiegłem za nią i zatrzymałem ją na schodach.
- Nie trzeba było jej zabijać.. - prychnęła, a ja wprost nie mogłem uwierzyć w to co słyszę.
- Chyba nie sądzisz, że to ja mogłem ją zabić. 
- Jak nie ty to kto ? Przecież ciągle powtarzałeś jak jej nienawidzisz. Była moją przyjaciółką, więc często ją tu widziałeś. Przeszkadzało ci to i ją zabiłeś.
- Nie zrobiłem tego.. - szepnąłem jej prosto w oczy i wymijając ją zbiegłem ze schodów. Szarpnąłem za klamkę od drzwi i po chwili znalazłem się na powietrzu. 
- Zayn wracaj ! - słyszałem krzyki matki, ale nie reagowałem. 
     Szedłem przed siebie, aż wreszcie znalazłem się w moim ulubionym miejscu nad rzeką. Czułem jak wszystko się we mnie gotuje. Jak moja własna siostra mogła posądzać mnie o zabójstwo. Myślałem, że chociaż rodzina mi uwierzy. Ale najłatwiej było zrzucić winę na mnie, bo widziałem się z nią przed jej śmiercią. Przypominając sobie o niej do oczu napłynęły mi łzy. 
     Michelle była naprawdę uroczą i kochaną dziewczyną, ale trochę zbyt nachalną. Byłem z nią przez jakiś czas w związku, ale ona mnie za bardzo ograniczała i była ze mną na każdym kroku. Potrzebowałem czasem trochę spokoju, ale kiedy jej to mówiłem, ona zaczynała płakać, że jej nie chcę. Po jakimś czasie zerwałem z nią, a ona wręcz znienawidziła mnie. Była przyjaciółką mojej siostry, więc często musiałem ją widywać. Na tamtej imprezie kiedy Mish o wiele za dużo wypiła, ciągle się do mnie kleiła i próbowała zaciągnąć mnie do łóżka. Kiedy się zdenerwowałem zostawiłem ją samą w pokoju i wyszedłem trzaskając drzwiami, tak że zwróciłem na siebie uwagę innych. Wróciłem do domu, a po jakimś czasie dostałem telefon, że dziewczynę znaleziono nieżywą w tym samym pokoju, w którym ją zostawiłem. Wina spadła na mnie, bo moi 'przyjaciele' zaczęli rozgłaszać, że to ja ostatni się z nią widziałem. Policja jednak nie miała konkretnych dowodów, że to ja popełniłem morderstwo i nie mogą mi nic zrobić. Ludzie wciąż mi nie ufają i sądzą, że jestem mordercą..
     Usiadłem na trawie i chowając twarz w swoich dłoniach zacząłem płakać. Nie dawałem rady już kryć w sobie tych wszystkich emocji. Ludzie tak bardzo potrafili ranić. 
     Wiedziałem, że Doniyah jest na mnie zła, ale takich słów z jej ust się nie spodziewałem. Nie rozumiała mnie. Byłem na skraju załamania..
     W pewnej chwili poczułem za sobą czyjąś obecność. Gwałtownie się odwróciłem i zobaczyłem Drake'a, jednego z mojej byłej paczki. 
- Co tu robisz ? - spytałem zdziwiony.
- Nie zastałem cię w domu, więc wiedziałem, że tu będziesz. Słyszałem, że wracasz.
- I co, znowu chcesz mi spieprzyć życie ? - spytałem ironicznie.
- Zayn ja wiem, że to nie ty. Nie potwierdzałem wersji Josha. 
- Jak to ? 
- Josh zmuszał mnie, żebym powiedział policji, że to ty, ale się nie zgodziłem. Jesteśmy, a bynajmniej byliśmy, przyjaciółmi. Nie zrobiłbym ci tego. Próbowałem się z tobą jakoś skontaktować, pomóc, ale odciąłeś się kompletnie od świata. 
- Dlaczego nie powiedziałeś policji prawdy ? 
- Powiedziałem, ale byłem sam na wszystkich ludzi z imprezy. Josh przekupił każdego.
- Wiesz kto to zrobił ?
- Nie wiem. Nikt tak naprawdę nie docieka, bo założyli już, że to ty.
- Ja pierdole. - mruknąłem pod nosem.
- Dobra, bracie. Ja muszę wracać, chciałem tylko z tobą pogadać. Jak coś to dzwoń, wiesz, że na mnie możesz liczyć.
- Dzięki. 
     Zostałem sam z tysiącami myśli w głowie. Miło, że chociaż on mi ufał. Był odważny stawiając się Joshowi. Jako jedyny stanął po mojej stronie wiedząc, że nie ma szans. Jestem mu wdzięczny..
Powoli zacząłem wracać do domu. Rozglądając się po znajomych miejscach wracały do mnie wspomnienia z dawnego życia. Tak, tego spokojnego, beztroskiego życia, kiedy było się gówniarzem. Wszystko było wtedy takie proste.  
     Zapaliłem przed domem papierosa, jako że mama tego nie pochlebiała i rzucając go gdzieś na ulicę, wszedłem do domu. Było już późno, więc moje młodsze siostry słodko chrapały w łóżkach. Dla mnie to był minus, bo wiem, że skoro dziewczynki się tu nie kręcą, to czeka mnie rozmowa z rodzicami. Wychyliłem się do salonu mówiąc cicho, że już jestem. Mama oczywiście machnęła ręką, abym usiadł koło niej. Mógłbym od razu iść zamknąć się w pokoju, ale wiem, że nie mogę wiecznie uciekać.
- Dlaczego wybiegłeś z domu ? Martwiliśmy się, nie odbierałeś telefonu. - spytała troskliwie.
- Doniyah zarzuciła mi morderstwo. - powiedziałem, na co ona zamilkła. 
- Ona jest trudną osobą. Wciąż przeżywa jej śmierć. Sądzę, że w głębi duszy wie, że to nie ty.
- Ale łatwiej zwalić to na mnie, wiem mamo.
- Nie to mam na myśli.
- Ale taka jest prawda. 
- Może powinniśmy o tym zapomnieć. Widzę, że ta sprawa cię przytłacza. Właśnie wyszedłeś z odwyku, więc powinniśmy zacząć od nowa.
- Dzięki. - uśmiechnąłem się lekko.
- Myślałeś już co będziesz teraz robić ? Masz jakieś plany ?
- Chcę wyjechać. 
- Jak to ? Dokąd ? 
- Myślałem nad Londynem. Poszedłbym na ostatni rok do szkoły, a potem znajdę sobie jakąś pracę.
- A tu w Bradford nie możesz ?
- Tutaj ? Mamo, ludzie mnie nienawidzą, plotkują o mnie. Nie sądzisz chyba, że tu zostanę.
- Więc od samego początku zakładałeś wyjazd ? 
- Tak. Chcę zacząć od nowa, w nowym miejscu i wśród nowych ludzi.
- Właściwie masz rację. Wyjazd może dobrze ci zrobić.
- Wyjeżdżam pojutrze. 
- Tak szybko ? Dopiero co wróciłeś, po tak długiej rozłące.
- Za chwilę rozpoczyna się rok szkolny. Muszę się obeznać z miastem i przystosować do życia tam.
- Jesteś pełnoletni. Nie będę cię zatrzymywać. Rób co uważasz za słuszne.
- Mamo nie martw się. Nie zrobię już niczego głupiego.
- Mam nadzieję. Idź już spać, jesteś pewnie zmęczony.
- Właściwie to tak. Dobranoc. 
     Poszedłem do swojego pokoju stając przed zamkniętymi drzwiami. Stanąłem na palcach sięgając do kratki wentylacyjnej i podsadziłem pod nią scyzoryk, aby ją otworzyć. Zdjąłem kratkę i odkleiłem przyklejony na taśmę kluczyk do pokoju. Wszedłem do środka, po czym od razu rzuciłem się na łóżko. Wzrokiem wodziłem po każdym zakamarku mojego azylu. Nic się tu nie zmieniło. Nawet zostawiona tu paczka papierosów leżała w tym samym miejscu co rok temu. 
Moja rodzina rzadko wchodzi do mojego pokoju. Zawsze się kluczę, a gdy wychodzę chowam klucz do swojej skrytki. Nie lubię, gdy ktoś węszy w moich rzeczach, a za młodego zawsze robiła do Doniyah. 
Pojutrze z samego rana wyjeżdżam do Londynu, by odrodzić się na nowo. Aby jutro spędzić czas rodzicami i siostrami postanowiłem już teraz zacząć pakowanie. Poszedłem do piwnicy po kartony i wróciłem do pokoju. Włączyłem w odtwarzaczu Green Day - 21 guns. Po jakimś czasie miałem spakowane już prawie wszystkie rzeczy. Chciałem już iść spać ale ktoś zapukał do moich drzwi. Otworzyłem i zobaczyłem w przejściu starszą siostrę.
- Mogę ? - spytała niepewnie. Zrobiłem jej przejście zapraszając do środka. - Słuchaj Zayn, przepraszam za to co powiedziałam. Wcale tak nie myślę, że to ty ją zabiłeś. Wiem jak ci ciężko, ale mi też nie jest łatwo. To była moja przyjaciółka. 
- Rozumiem cię. 
- Wyjeżdżasz gdzieś ? - spytała spoglądając zdziwiona na kartony.
- Przeprowadzam się do Londynu.
- Dlaczego ? 
- Nie wyobrażam sobie dalszego życia tutaj. 
- Więc postanawiasz uciec ? Jak tchórz ? Nie jesteś winny, więc powinieneś to udowodnić. Ucieczką okażesz, że to jednak ty. Że się boisz i wyjeżdżasz.
- A jak ty sobie to wyobrażasz ? Nie mam tutaj nikogo kto by mi uwierzył. Nie mam tu przyjaciół. Przechodzę obok obcych ludzi i słyszę jak o mnie mówią. W oczach całego miasta jestem mordercą. Matki chowają przede mną swoje dzieci, bo boją się, że mogę im coś zrobić. To nie jest proste. - uniosłem trochę ton. 
- Jak uważasz. - powiedziała i wyszła. 
     Usiadłem na łóżko i przeczesałem ręką włosy. Dlaczego moje życie jest takie trudne..Zachciało mi się sławy.. Odkąd nagrałem swoją płytę moi przyjaciele zmienili się. Nie obchodziłem już ich ja, tylko to, że jestem sławny i bogaty. Pojawiali się tylko wtedy kiedy potrzebowali kasy, czy szykowały się jakieś imprezy. A kiedy potrzebowałem czyjegoś wsparcia zostawałem sam. 
     Wyciągnąłem z szuflady pudełko z moją płytą. Spojrzałem na okładkę z moim zdjęciem nie wierząc, że to wszystko już minęło. Poszło w zapomnienie. Jeszcze jakiś czas temu te płyty leżały na półkach nastolatek, a dzisiaj ? W śmietnikach ? Wyjąłem krążek z opakowania i ze wściekłością połamałem go na kawałki. To przeszłość. Muszę zostawić to za sobą. Chwyciłem z biurka paczkę papierosów i wsadziłem jednego do ust zapalając go. Zaciągnąłem się mocno wprowadzając truciznę do płuc, a po chwili wypuściłem dym tytoniowy, aby ten rozprzestrzenił się w powietrzu. Otworzyłem okno i po spaleniu całego, wyrzuciłem szluga na ulicę. Jeszcze trochę wywietrzyłem pokój, aby nie było zaduchu, a potem położyłem się do łóżka. Walczyłem z bijącymi się w mojej głowie myślami, aby w końcu zasnąć. W końcu odpłynąłem..






______________________________

wiem że miało być za tydzień
 ale skoro już napisałam to czemu by nie dodać ;p
tutaj wyjaśnia się sprawa przeszłości
Zayna. 
 zostawiać komentarze : )

do następnego ; *





niedziela, 8 kwietnia 2012

Prolog


Kiedy już coś osiągasz musisz o to dbać, bo wystarczy jedna chwila, by to zniszczyć. Jedna osoba. Jeden zły ruch. I bach. Wszystko może runąć jak domek z kart. Ja przekonałem się o tym rok temu. Znalazłem się wtedy w złym miejscu wśród złych osób. Kiedyś nazywałem ich przyjaciółmi. Na samo wspomnienie jest mi nie dobrze. Zniszczyli mnie. Wszystko na co tak ciężko pracowałem poszło w błoto. Byłem oczerniany na pierwszych stronach gazet. Pod moim domem codziennie zbierały się tłumy reporterów. Czekali na jakikolwiek ruch z mojej strony. A ja ? Zamknąłem się w swoich czterech ścianach, gdzie unosiła się woń alkoholu. Na stoliku rozsypane narkotyki. Siedziałem gdzieś przy łóżku wciągając. Każdego dnia. Słyszałem walenie w drzwi i krzyki rodziców. Ale nie reagowałem. Traciłem kontakt z rzeczywistością. Chciałem zapomnieć o problemach. I pewnego dnia zapomniałem. Otoczyła mnie ciemność, słyszałem tylko stłumione krzyki i syreny samochodów. Obudziłem się w szpitalu, parę dni później. Siedziała przy mnie moja matka. Gdy podniosła głowę zobaczyłem jej bladą twarz, po której spływały strumienie łez. Przekrwione od płaczu oczy, a pod nimi sińce. To przeze mnie.
- Przepraszam. - szepnąłem i ścisnąłem mocno jej dłoń. Wszystko jej wytłumaczyłem i wybaczyła mi. Po paru dniach wróciłem do domu. Łudziłem się, że teraz wszystko wróci do normy. Myliłem się. Było znacznie gorzej. Paparazzi było chyba jeszcze więcej. Rodzice chcieli wysłać mnie na odwyk, ale nie zgadzałem się. Nie dochodziło do mnie, że to koniec. Koniec mojej kariery. Spadłem na dno.
Udało mi się przekonać rodziców, że to był tylko ciężki etap w moim życiu. Udawałem przed nimi, że wszystko ze mną w porządku, że wracam do normalnego życia. Ale tak nie było. Po nocach wymykałem się do klubów. Kupowałem coraz więcej narkotyków. Moi dawni przyjaciele znów uprzykrzali mi życie. Nie obchodziło ich to, że stoję na krawędzi załamania.
Pewnego dnia, nie miałem siły wstać z łóżka. Byłem pijany, ledwo ręką sięgnąłem po dragi. Wciągnąłem przez zwinięty banknot biały proszek, gdy nagle drzwi do pokoju z hukiem się otworzyły. Ojciec nie wytrzymał i postanowił doprowadzić mnie do porządku.Uświadomili mnie jak długo to trwa. 49 dni codziennego ćpania i picia. Stałem się narkomanem i alkoholikiem..
 Następnego dnia byłem już w drodze do ośrodku odwykowego. Nie mogłem się przyzwyczaić do tej myśli. Wyobrażałem już sobie nagłówki w gazetach. Nie myliłem się.
 " Dawniej gwiazda, dziś narkoman ? Zayn Malik na dnie. " - przeczytałem biorąc gazetę do ręki. Poczułem jak po policzku spływa mi łza, a po chwili zobaczyłem mokre plamki na papierze.
Musiałem z tym żyć. Nie miałem tutaj nikogo kto mógłby mnie wesprzeć, a tak cholernie tego potrzebowałem. Nawet w ośrodku ludzie mierzyli mnie wzrokiem i nie raz dochodziło między mną a innymi do spięć.
Cały świat przeciwko tobie. Czujesz to ?
Wtedy do pokoju obok przyszła pewna dziewczyna. Poznałem ją na stołówce. Była bardzo zamknięta w sobie, więc byłem z siebie dumny, że udało mi się z nią porozmawiać. Nasza więź się zacieśniła. Amy, bo tak miała na imię, stała się mi najbliższą osobą przez cały ten rok. Pomogła mi dotrwać do końca. Kiedy miałem ochotę się pociąć i skończyć ze sobą, ona dodawała mi wiary w siebie. Byliśmy dla siebie jak rodzeństwo i wspieraliśmy się na każdym kroku.
Dzisiaj musieliśmy się pożegnać. Koniec mojego odwyku. Wracam do domu. 
Czas, aby odbić się od dna i z powrotem wrócić na szczyt. Nic już nie stanie mi na przeszkodzie. Pokonam każdego, który będzie chciał mnie zniszczyć.
Chwyciłem torbę do ręki i przeciskając się przez tłum ludzi, wysiadłem z pociągu. Zimny powiew wiatru szczypał moje ciało, a krople deszczu rytmicznie uderzały o moją twarz. Naciągnąłem na głowę kaptur i wyjąłem z kieszeni paczkę papierosów. Włożyłem jednego do ust i mocno się zaciągnąłem, wypuszczając po chwili dym tytoniowy z moich płuc. Przeszedłem przez niewielki budynek zwany poczekalnią i ignorując skupione na mnie oczy ludzi i szepty dochodzące do moich uszu znów wyszedłem na dwór. Poczułem się znowu wolny. 
Właśnie wyszedłem na prostą drogę, ale kto wie ile nierówności i zakrętów na niej spotkam. 
Jestem Zayn Malik. 
Wyjechałem, by wrócić.


____________________________________________________________

Witam na nowym blogu.
Mam nadzieję, że to opowiadanie przypadnie 
wam do gustu. 
Rozdziały będę zamieszczać w tygodniowych
odstępach, także
zaglądajcie co niedziele.